poniedziałek, 19 stycznia 2015

 A teraz Drodzy moi  ODCHUDZAJĄCY SIĘ.Podaje co sprawdziłam i działa ! Ostatnio  robię różne kompozycje z ostrym serem typu twarogowego ,są takie w tekturowych pudełeczkach,dość słone i o to chodzi.Rozdrabniam dwie papryki,jedną żółtą a drugą czerwoną i dwa pęczki rzodkiewek i pęczek szczypioru i dodaje dwie łyżki sera i mieszam.Po godzinie w lodówce podaje do każdego mdłego jedzenia np gotowanego kurczaka.Albo rzodkiewki zamieniam na kilka różyczek kalafiora i pozostałe składniki te same,też pycha.Różyczki kalafiora oczywiście surowe ,albo siekam,albo ucieram na tarce o grubych oczkach.Rzodkiewki również,na tarce ,ale dla wygody pozostawiam część łodygi ,by było za co chwycić.W moich przepisach nie informuję o wstępnej obróbce tj myciu,czy obieraniu,bo myślę,że jest to sprawa oczywista.

Czy wiecie jeszcze nie dawno na rzodkiewki mówiono radyski.
O ! dziurawy termofor............zatem nie przydatny????????? no, nie koniecznie .Nie ,nie mam na myśli pójścia z nim do wulkanizatora jak onegdaj z dziurawą dętką.Kto ma działkę,może taki wykorzystać w sytuacji gdy trzeba jakiś czas klęczeć na ziemi, np pielenie,sadzenie cebul kwiatowych itp,ale trzeba go czymś wypełnić by izolacja od ziemi była solidna.Mogą to być  np zużyte rajstopy ,czy skarpetki i po sprawie .Praktycznie i tanio.Po prostu podkładamy go pod kolana.

niedziela, 18 stycznia 2015

A w szkole? a w  szkole życie biegło od jednej akademii na cześć Związku Radzieckiego i "ukochanego" przez dzieci jej wodza,bo przecież ten wódz też "kochał dzieci' do drugiej,a okazji było oj było. W moim domu zbyt często się mówiło na te tematy  to byłam uświadomiona ,choć już na początku lat pięćdziesiątych  tylko po cichu i przy zamkniętych oknach,bo dochodziły czasem wiadomości na temat jak to ktoś zniknął bez wieści.Więc uczestniczyłam w tych akademiach ,milcząca w prawdzie,ale jednak.np z okazji Rocznicy Rewolucji,czy urodzin Stalina,czy święta Ludowego Wojska,czy 1 maja.Gdyby to dłużej potrwało to myślę,że okazji znalazłoby się więcej.I już nie przychodziła jednostka wojskowa z Lublinka na mszę do kościoła i w szkole słyszeliśmy często,że "religia to opium dla mas",ale najśmieszniejsze to to że ci co to głosili zupełnie nie mieli pojęcia o tym co to jest opium.Kiedyś podpuścił mnie ojciec bym zapytała ............no i to zrobiłam.Wybrałam pana od PW.,a PW to Przysposobienie  Wojskowe..Byłam jego najlepszą uczennicą.Nikt tak nie strzelał celnie w całej klasie.Ale ja przecież już byłam po przeszkoleniu podwórkowym Zatem pozwoliłam sobie na to pytanie..............no i dowiedziałam się,że to jest opowiadanie nieprawdy,bo jak jest duża nieprawda to na nią mówi się opium Klasa  moja to nie teraźniejsza klasa,zatem nikt nie protestował,bo też skąd miał wiedzieć co to opium.Potem tylko jak ktoś coś skłamał mówiło się ,..............nie opiumuj.....Na ćwiczeniach z PW też daleko rzucałam granatem bo też siłę miałam po ustawicznie spożywanym tranie i za to otrzymałam pochwałę,że jestem jak Zoja Kosmodemiańska .Pokryłam to milczeniem,udając że wiem o  kogo chodzi,ale do dziś nie wiem.Ojca nie pytałam ,bo  odpowiedziałby jak zwykle........"..szkoda czasu na rozwijanie tego tematu,lub to ktoś kto został tym kim został przez pomyłkę.O pomyłkach ci mam mówić"? .I na tym koniec,koniec też dzisiejszej informacji, jak to onegdaj bywało w szkole.?
Wracam do obecnej w ogrodzie hodowli drobiu.Kurniki i kurniczki to chyba tęsknota za tym co pozostało tam gdzieś na wsi a ponad to przecież zawsze są jakieś resztki to i kurki się uchowają na nich i jajeczka swoje,na co mój ojciec zawsze odpowiadał "nie swoje tylko kurze",ale to nie wiele dawało.Pamiętam jak jedna z sąsiadek w wygrodzonym wybiegu dla kur siadała na leżaku i się opalała.Zdejmowała sukienkę i siedziała albo w różowej,albo w błękitnej halce z szerokimi brązowymi koronkami.Tak..........koronki zawsze były brązowe,czego nie potrafię wytłumaczyć.Oczywiście chłopcy mieli co oglądać bo miała ładne,duże piersi i w ogóle była ładna.Starli się by piłka często wpadała za ogrodzenie.Ale najgorszy i nie porównywalny widok to tuczenie drobiu,które miało miejsce jesienią.Często też pojawiały się indyki lub gęsi.Wówczas gospodyni brała taką tuczoną sztukę między nogi i siedząc na stołeczku,na który jedni mówili zydel a inni ryczka,wkładała na siłę sporządzone przez siebie z ospy [pasza dla zwierząt],starego chleba i mąki i jakiegoś już nieświeżego tłuszczu duże kluchy.Gdy zamknęła dziób to druga ręką przesuwała tę kluchę przez całą długość szyi Tak tuczono gęś ,indyk nie zgadzał się na to ,ale efekt końcowy był taki sam.A ja po każdym męczeniu gęsi współczułam jej bardzo.Dla mnie to nie nie była gęś tylko giga ,bo tak też mówił mój ojciec.Po Świętach Bożego Narodzenia gigi już nie było. W tej kamienicy działy się różne rzeczy.Pamiętam jak kiedyś wrócił z miejsca odosobnienia sąsiad i dowiedział się o niewierności żony w tym czasie,to chyba przez tydzień słychać było jej krzyki pt. "z zielazem na mnie, z zielazem."Po tygodniu wszystko ucichło,bo sąsiad miał miękkie serce a żonę urodziwą na swoje nieszczęście.W chwilach pochmurnej lub deszczowej pogody bawiliśmy się w bramie I nie zgadniecie Kochani czym..............wiatrówką.Strzelaliśmy w narysowaną tarczę "pędzelkami" lub śrutem,ale śrut był na raz ,a pędzelek po wyjęciu można było ponownie  użyć.I zachodzę w głowę,że też nasi rodzice nie obawiali się ,że możemy zrobić sobie krzywdę.A wiatrówka  była własnością jednego z sąsiadów i jego syn po prostu nam jej użyczał.Jeszcze  lepsze zabawy pojawiły się wraz z motocyklem i samochodem  sąsiadów.ale o tym już nie dziś.
A teraz o moim podwórku jeszcze.
Na działce ,zawsze jest coś do roboty.To prawda ,.............nie ma typowej dla naszego klimatu zimy.Można zatem wybrać się na działkę ale lepiej w dzień słoneczny,bo wówczas pootwieramy w domku wszystko co się da .Może trzeba też wywietrzyć dobrze jakieś chodniczki czy dywaniki,bo jak raz "naciągną"wilgocią ,to wypędzenie tej wilgoci będzie możliwe dopiero w maju,a generalnie jest to bardzo nie zdrowe, trzymanie wilgotnych w domku.Jeżeli jest szklarnia to właściwie cały czas powinna mieć jakieś wywietrzniki,ale w czasie naszej obecności otwieramy też drzwi.Niewskazane jest by szyby były zaparowane bo na nich pojawi się zielony nalot ,trudny do zlikwidowania.No......... tak sobie myślę ,że po tak deszczowym grudniu wapno na drzewach zostało zmyte i być może należy zabieg powtórzyć.Jest on bardzo prosty.Mieszamy 9 cz,wody ,z jedną częścią wapna [do nabycia w sklepach ogrodniczych] i szczotką zmiotką malujemy pnie drzew starszych jak 10 letnie.Pisałam o tym we wcześniejszych postach.I chcę zwrócić uwagę Państwa na to,że właśnie  teraz jest to bardzo istotne,a to z tej przyczyny,że zapobiegamy przedwczesnemu nagrzewaniu się kory co w lutym jest bardziej prawdopodobne jak w innych miesiącach,bo w dzień już może być kilka stopni powyżej zera ,a w nocy jeszcze  po niżej.Na jednym z moich wykładów słuchacz zapytał czy nie można by tych pni pomalować farbą emulsyjną ,i po kłopocie, bo deszcz jej nie zmyje .............no.................nie..........nie.........nie Drzewo żyje ,kora oddycha i nie należy,ba nie wolno jej dusić. Z tego co można jeszcze zrobić to ewentualnie wygrabić liście leżące na trawniku,ale nie tam gdzie jest teren podmokły bo pozostawimy ślady w postaci naszych stóp [zagłębienia].A w ogóle to chodzenia po trawniku teraz mu szkodzi.To tyle na czas nie zimowej zimy.
WITAM DZIAŁKOWCÓW !  I ODPOWIADAM NA PYTANIE ,CZY JEST COŚ DO ROBOTY NA DZIAŁCE TERAZ ?bo nie ma zimy ,ani mrozu,ani śniegu?