sobota, 14 marca 2015
MOJE RADY PRAKTYCZNE !
Deseczki ,po siekaniu cebuli,czosnku,krojeniu ryby,możesz potraktować suchą solą i zimna wodą,[radziłam tak wcześniej],ale także i szybko ,pocierając deskę połówką cytryny.Pozbędziesz się w ten sposób przykrych zapachów.
Aby usunąć resztki ciasta ,z wałka ,posyp go solą i wetrzyj ją ręką.I po problemie.
Pojemniki na pieczywo ,szczególnie drewniane,ale nie tylko,po dłuższym używaniu mogą zapleśnieć w środku.Nie będzie to miało miejsca jeżeli co jakiś czas wytrzesz wnętrze szmatką nasączoną obficie octem i pozostawisz do wywietrzenia pojemnik otwarty.
W ekspresach do kawy i czajnikach bezprzewodowych pozbędziesz się kamienia ,jeżeli raz na kwartał zagotujesz wodę z octem.Dotyczy to z resztą ,zwykłych czajników także.
Jeżeli raz na tydzień do odpływu zlewozmywaka wsypiesz garść sody i wlejesz czajnik wrzątku,zgubisz przykre zapachy i nie doprowadzisz do niedrożności odpływu.Wiem,że są specjalne do tego preparaty,ale ta metoda jest tańsza.
Jeżeli zatyczki do zlewozmywaka mają tendencję do "nie trzymania się w otworze",przetrzyj brzeg takiej zatyczki drucianym zmywakiem.
Po smażeniu,pieczeniu i gotowaniu potraw,można cały dom ,nie tylko kuchnię nawonić miłym zapachem,gotując kilka goździków w wodzie,na wolnym ogniu ,przez godzinę.Przy okazji nawilżysz powietrze.
Nie będzie mrówek i innych owadów ,gdy w kątach szafek rozłożysz ,gałązki mięty,ruty,lub wrotyczu.Podobno odstrasza mrówki też natka marchwi,tak twierdzi pewna osoba.
No ,spaliło się ,przypaliło.............cóż trudno.Przykrego zapachu pozbędziesz się zagotowując w szerokim,naczyniu,w małej ilości wody ,cytrynę pokrojoną w plasterki.
Aby uniknąć rozprzestrzeniania się zapachów ,w czasie smażenia ,ustaw miseczkę obok z gorącym octem.
Deseczki ,po siekaniu cebuli,czosnku,krojeniu ryby,możesz potraktować suchą solą i zimna wodą,[radziłam tak wcześniej],ale także i szybko ,pocierając deskę połówką cytryny.Pozbędziesz się w ten sposób przykrych zapachów.
Aby usunąć resztki ciasta ,z wałka ,posyp go solą i wetrzyj ją ręką.I po problemie.
Pojemniki na pieczywo ,szczególnie drewniane,ale nie tylko,po dłuższym używaniu mogą zapleśnieć w środku.Nie będzie to miało miejsca jeżeli co jakiś czas wytrzesz wnętrze szmatką nasączoną obficie octem i pozostawisz do wywietrzenia pojemnik otwarty.
W ekspresach do kawy i czajnikach bezprzewodowych pozbędziesz się kamienia ,jeżeli raz na kwartał zagotujesz wodę z octem.Dotyczy to z resztą ,zwykłych czajników także.
Jeżeli raz na tydzień do odpływu zlewozmywaka wsypiesz garść sody i wlejesz czajnik wrzątku,zgubisz przykre zapachy i nie doprowadzisz do niedrożności odpływu.Wiem,że są specjalne do tego preparaty,ale ta metoda jest tańsza.
Jeżeli zatyczki do zlewozmywaka mają tendencję do "nie trzymania się w otworze",przetrzyj brzeg takiej zatyczki drucianym zmywakiem.
Po smażeniu,pieczeniu i gotowaniu potraw,można cały dom ,nie tylko kuchnię nawonić miłym zapachem,gotując kilka goździków w wodzie,na wolnym ogniu ,przez godzinę.Przy okazji nawilżysz powietrze.
Nie będzie mrówek i innych owadów ,gdy w kątach szafek rozłożysz ,gałązki mięty,ruty,lub wrotyczu.Podobno odstrasza mrówki też natka marchwi,tak twierdzi pewna osoba.
No ,spaliło się ,przypaliło.............cóż trudno.Przykrego zapachu pozbędziesz się zagotowując w szerokim,naczyniu,w małej ilości wody ,cytrynę pokrojoną w plasterki.
Aby uniknąć rozprzestrzeniania się zapachów ,w czasie smażenia ,ustaw miseczkę obok z gorącym octem.
Pianino,to moje ,początkowe,utrapienie stawało się rozrywką.Marzeniem było zagrać Czardasza Monthiego i Etiudę Rewolucyjną Chopina.A gdy się to udało ,to gra sprawiała przyjemność.Mieliśmy wówczas psa,a właściwie sukę Psotkę i ta kudłata małpa wyła jak grałam coś smutnego.szczególnie upodobała sobie melodie którą z kolei uwielbiał mój ojciec.Grałam i śpiewałam ,często na jego życzenie,a zaczynało się to ..........jakoś tak...."O,maj Papa..........'"Psotka wyła a ojciec płakał.Im był starszy,tym dłużej i wycierał łzy w zasłonę ,bo siedział przy oknie na bujanym wiklinowym fotelu.Czasem "wpadała" mama i strofowała "zostaw tę lambrekinę w spokoju.Bo tak się wtedy nazywało zasłony.Pianino było bardzo przydatne na Świata Bożego Narodzenia,ale wówczas kolędy grałam na przemian z ojcem.On na harmonijce ustnej.Gorzej przedstawiała się sprawa jak w piękny letni dzień mama zarządziła rodzinne śpiewanie,głównie starych pieśni patriotycznych i ludowych.Znam je do dziś.Tam odgłosy zabawy rówieśników z podwórka ,a tu.....................ojciec oznajmiał "ratuj się kto może ,bo matka po kantyczki sięga".A były dość "obfite",zatem dwie godziny z głowy.Znajomość gry na pianinie przydała też mi się jak zdawałam do szkoły Aktorskiej.[pisałam o tym we wcześniejszych postach].Otóż takie wylosowałam pytanie:"Kantata o Stalinie "to jaki to gatunek muzyczny?..........ha,ha,ha,pomyślałam.Myślicie,że "tu mnie macie".Moja odpowiedź zadziwiła jury i nawet zanuciłam.............."Wzbił się orzeł z grani wysokiej"............ .Ale zdarzały się różne wpadki zdających.Pewna osoba zapytana,kto to tył Ilia Elenburg?odparła ."Kochanka Hitlera".I tak to się kończą moje wspominki pianinowe.Wyprowadziłam się i nie zabrałam pianina ze sobą.Jednak umiejętność ,wprawdzie kulawe ,pozostały i pozostały wspomnienia i pewno jeszcze czasem do nich wrócę.A co do Psotki to raz popisała się umiejętnością gryzienia w taki sposób,że z mojej książki do Historii zjadła cały grzbiet,tak,że każda kartka była oddzielnie.Ojciec skomentował to tak..............."widzisz ,podzieliła się z tobą wiadomościami,ty z środka ona z grzbietu."."ciekawe,która zaliczy lepszą ocenę?
A teraz............
A teraz............
Jestem,ale bardzo obolała,bo to co wczoraj było,to IMPLANTY ZĘBOWE.Wyobraźcie sobie robienie dziur w szczęce.Do przyjemności raczej tego zaliczyć nie można.Muszę jednak obiektywnie przyznać ,że "złote ręce" Pana Doktora i Siostry Instrumentariuszki łagodziły dyskomfort.Napisałam z dużej litery ,bo na to zasługują.Z resztą atmosfera gabinetu robi swoje,a przecież tworzą ją ludzie.DZIĘKUJE IM.
piątek, 13 marca 2015
Jak to onegdaj bywało?Moja nauka gry na pianinie po dwu latach przebiegała bardziej prawidłowo.Zaczęłam już sama wybierać co chce umieć grac.Wybór jednak nie był zbyt duży.Ukazał się album pt."25 Pieśni Radzieckich",a za kilka miesięcy," 40 Pieśni Radzieckich".Ten pierwszy był ciekawszy.Grałam zatem ,i muszę przyznać że były to same przeboje tamtych czasów,bardzo melodyjne i nie trudne do powtórzenia.O burzanach i taczankach roztawiankach i burłakach,naprawdę ładne melodie. Nadszedł zatem czas indywidualnej nauki.Nauczycielka nie była już potrzebna.W mojej klasie umiał o wiele lepiej ode mnie grać Antek.Antek był wysokim ,przystojnym chłopcem,ale jakimś takim bez ikry.Spotykaliśmy się u mnie gdy miałam problemy muzyczne,chętnie pomagał je rozwiązać.I to wszystko.Wspominając go teraz przyszło mi do głowy ciekawe wydarzenie jakie miało miejsce na lekcji polskiego.Zadano nam przeczytać jakąś lekturę związaną tematycznie z Leninem.W tejże podane było,że Lenin płynął kilka godzin rzeką by dostać się na pewien targ.Wiedział że to dzień handlowy i liczył na sporą ilość słuchaczy,do których chciał przemawiać.Do opowiedzenia treści lektury "wywołany"został właśnie Antek.Stał w ławce,więc można mu było podpowiadać............."że Lenin płynął i że na targ"............ i tu koniec,bo polonistka podeszła do niego bliżej i wypytywała........." i co dalej,co dalej"? Praktyczny z natury Antek odpowiedział ..........." i kupił ser"...............''. i co dalej ?"nalegała polonistka , " jeszcze kupił masło" opowiadał Antek ale koncept mu się skończył i cierpliwość polonistki też.A gdyby nie podeszła bliżej podpowiedziałoby się cała treść i nie byłoby "siadaj ,dwója".Antek "mocny" z polskiego nie był ,ale za to pięknie grał na pianinie.I został muzyce wierny.
to tylko tyle na dziś Kochani ,bo już idę..............O nie chcielibyście tam iść.Jak przeżyje odrobię jutro wszystkie zaległości.
to tylko tyle na dziś Kochani ,bo już idę..............O nie chcielibyście tam iść.Jak przeżyje odrobię jutro wszystkie zaległości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)