MĄDRZYKI. tak to jest w oryginale . Pół kg .dobrego sera utrzeć na tarku,a cztery żółtka z dwiema łyżkami cukru na misce do białości.Dodać ser i ucierać dalej a gdy masa już gładka wymieszać ją z pianą z pozostałych białek.Wyrzucić na stolnicę i wyrabiać rękami,dodając tylko tyle mąki ,aby się ciasto dało rozwałkować.Następnie, wykrawać grube na palec placuszki i smażyć na patelni,na dobrze rozgrzanym maśle lub smalcu.Pocukrować i podawać z kwaśną śmietaną.
No i oczywiście nie byłabym sobą gdybym w tym przepisie nic nie zmieniła.Ser,choćby.Skąd wziąć tak suchy by można go było utrzeć na tarce? [100 lat temu,tarka ,o dziwo była rodzaju męskiego]Zamienię go na jakiś inny.Użyję do pracy miksera, a do śmietany dodam sparzone a potem osuszone rodzynki,by stanowiły taki trochę złamany smaczek śmietany.A do cukru dodam nieco waniliowego.Użyję też masła klarowanego.Będę uważać by się nie paliło,a gdyby w razie miało zbyt ciemny kolor,bo porcji do smażenia wiele to umyję patelnie i dam świeże masło.
No i w ten sposób można typowe na ten czas faworki zamienić na MĄDRZYKI.A po modyfikacji przepisu,przyznacie,pracy o wiele mniej.
Zatem smacznego!
sobota, 6 lutego 2016
Może zatem zaproponuję dziś roślinę łatwą w uprawie i bardzo ozdobną,ale wtedy gdy rośnie w kępie kilka sztuk.Pamiętam . na początku mojej "działalności" na działce uprawiałam go w większych ilościach,bo wtedy [ polowa lat 70 ątych] nie było tylu ozdobnych roślin jak dziś.Myślę o ŁUBINIE..To,co jest szczególnie urokliwe w nim,to kwiaty w tak ogromnej gamie barw,że nie wyobrażalne.Najbardziej cenione i poszukiwane są mieszańce z ras Russela,Downera i Ruysa.Właśnie jest jeszcze trochę czasu ,można zatem poszukać takich właśnie nasion.Skoro mnie się udawało w siermiężnych latach 70 ątych je znaleźć ,to teraz tym bardziej będą możliwe do nabycia.Bo jak już uprawiać rośliny ozdobne ,to niechże będą autentycznie ozdobne.Rozmnaża się łubin z bezpośredniego siewu w maju gdyż jest ciepłolubną rośliną.Cenniejsze odmiany można rozmnażać przez sadzonkowanie pędów.Jednak jest to sposób trudny.Nie wszystkie uprawiane rośliny są zimotrwałe.Proszę się nie martwić tym co napisałam,bo ta uwaga była aktualna 50 lat temu.Łubiny,ze względu na zdolność wiązania azotu atmosferycznego [ z reszta ,jak wszystkie strączkowe ] dobrze rosną nawet na glebach ubogich.Lubi jednak by była ona wilgotna.Do najważniejszych zabiegów pielęgnacyjnych należy usuwanie przekwitłych kwiatostanów.Nie należy dopuścić do zawiązania nasion,wówczas zakwitną po raz drugi.Ale...................uwaga! tylko obcinamy kwiatostany ,nie całą roślinę.Choć zdania są podzielone,ŁUBIN nadaje się do ozdoby pomieszczeń,do wazonu.W prawdzie ścięty i transportowany szybko więdnie,ale równie szybko odżywa w wodzie.
Jeżeli masz problemy z zasypianiem,to po 16 ej nie pij herbaty,a szczególnie zielonej.Ona bowiem jest bogata w teinę.Teina utrzymuje się w organizmie,pobudzając go przez około 8 godzin.Kofeina ,natomiast zawarta w kawie tylko około 5 godz.Oczywiście ,zależy to od ilości wypitego płynu.Po 4 herbatach zielonych,wypitych wieczorem ,osoby mające problemy z zasypianiem nie usną do rana.I to nie prawda,że niespanie w nocy nie szkodzi organizmowi .............jak twierdzi moja przyjaciółka............."no tym co idą do pracy ,to tak,ale tym co nie idą ,to nie".Nieprzespane noce niszczą serce.To nie moja opinia ,lecz lekarzy.Ciepłe mleko,Melisa i wyłączenie myślenia ,w jakimś stopniu pomagają.
Idzie wiosna ,pora roku w której nasilają się wszelkie dolegliwości.Bardziej jesteśmy podatni na infekcje grypopodobne.Jeżeli czujesz,że cię przewiało,że zmokłaś ,a szczególnie gdy masz zmarznięte nogi ,to nie czekaj aż choroba się rozwinie.Natychmiast zrób gorącej herbaty a do niej oddzielnie jakiś dżem malinowy ,lub sok i włóż nogi do gorącej wody,bardzo gorącej.Herbata pobudza,puszcza w ruch szybciej krew ,a dostarczany do organizmu np. sok malinowy czy dżem ,między jednym a drugom łykiem herbaty działa jak aspiryna ,bo także ma salicylany.Potem już tylko pójście do łóżka.I niech nieprzekonani ,przekonają się,że to skutkuje tak samo,lub prawie tak samo jak leczenie farmakologiczne bo polega na przyspieszeniu działalności całego organizmu,bardzo ogólnikowo to nazywając.
A do wiosny już niedaleko,oj,niedaleko.Może zatem...........
Idzie wiosna ,pora roku w której nasilają się wszelkie dolegliwości.Bardziej jesteśmy podatni na infekcje grypopodobne.Jeżeli czujesz,że cię przewiało,że zmokłaś ,a szczególnie gdy masz zmarznięte nogi ,to nie czekaj aż choroba się rozwinie.Natychmiast zrób gorącej herbaty a do niej oddzielnie jakiś dżem malinowy ,lub sok i włóż nogi do gorącej wody,bardzo gorącej.Herbata pobudza,puszcza w ruch szybciej krew ,a dostarczany do organizmu np. sok malinowy czy dżem ,między jednym a drugom łykiem herbaty działa jak aspiryna ,bo także ma salicylany.Potem już tylko pójście do łóżka.I niech nieprzekonani ,przekonają się,że to skutkuje tak samo,lub prawie tak samo jak leczenie farmakologiczne bo polega na przyspieszeniu działalności całego organizmu,bardzo ogólnikowo to nazywając.
A do wiosny już niedaleko,oj,niedaleko.Może zatem...........
Oj coś bardzo stare to przysłowie,jakieś takie nie po polsku,ale co tam:
"Jako zapusty pogodne bywają,świąt wielkanocnych,tak się spodziewają."
I w tej chwili przyszło mi do głowy,że słowo zapusty, tak wychodzi z użycia jak kałamarz,stalówka,czy obsadka.Czy piszący długopisem wiedzą o czym myślę?
A teraz porad kilka ,może akurat się przydadzą?
"Jako zapusty pogodne bywają,świąt wielkanocnych,tak się spodziewają."
I w tej chwili przyszło mi do głowy,że słowo zapusty, tak wychodzi z użycia jak kałamarz,stalówka,czy obsadka.Czy piszący długopisem wiedzą o czym myślę?
A teraz porad kilka ,może akurat się przydadzą?
piątek, 5 lutego 2016
Zbliża się niedziela.Co by Pani Maria Monatowa ,autorka mojej starej książki zaproponowała np .na kolację? Wybrałam przepis prosty,łatwy z artykułu spożywczego dostępnego w handlu i bardzo,bardzo zdrowego.
LIN DUSZONY W MAŚLE.
Średniej wielkości lina oczyścić,posolić i obtaczać kawałki w mące.Włożyć do rondla w rozpuszczone masło,którego trzeba dać dwie łyżki.Wcisnąć , na wierzch sok z pół cytryny ,przykryć i na bardzo wolnym ogniu,dusić często polewając sosem który się wytworzył.Podawać do ziemniaków lub ryżu.
A ja do tego proponuję taką surówkę : obrać dwie marchewki i zestrugać je strugaczka do warzyw w długie wiórki ,dodać pęczek poszatkowanych rzodkiewek i pół główki kapusty pekińskiej ,też drobno poszatkowanej i duży pęczek szczypioru podobnie.Dać 4,5 łyżek oleju 1 łyżkę cukru pół łyżeczki soli ,trochę jakiegoś ostrego sosu np. Chili ,lub Tabasco [tego ,tylko odrobinę] i 2,3 łyżki octu balsamicznego.Wymieszać i przybrać jeszcze po wierzchu np.rzodkiewkami.W innej wersji ,zamiast kapusty pekińskiej może być papryka łagodna czerwona.
LIN DUSZONY W MAŚLE.
Średniej wielkości lina oczyścić,posolić i obtaczać kawałki w mące.Włożyć do rondla w rozpuszczone masło,którego trzeba dać dwie łyżki.Wcisnąć , na wierzch sok z pół cytryny ,przykryć i na bardzo wolnym ogniu,dusić często polewając sosem który się wytworzył.Podawać do ziemniaków lub ryżu.
A ja do tego proponuję taką surówkę : obrać dwie marchewki i zestrugać je strugaczka do warzyw w długie wiórki ,dodać pęczek poszatkowanych rzodkiewek i pół główki kapusty pekińskiej ,też drobno poszatkowanej i duży pęczek szczypioru podobnie.Dać 4,5 łyżek oleju 1 łyżkę cukru pół łyżeczki soli ,trochę jakiegoś ostrego sosu np. Chili ,lub Tabasco [tego ,tylko odrobinę] i 2,3 łyżki octu balsamicznego.Wymieszać i przybrać jeszcze po wierzchu np.rzodkiewkami.W innej wersji ,zamiast kapusty pekińskiej może być papryka łagodna czerwona.
KOSAĆCE,,bo ich liście swoim kształtem przypominają kosę,ale częściej mówimy na nie IRYSY,a to czemu to już nie wiem.Od niepamiętnych czasów spotkać je można było w ogródkach przydomowych.Pamiętam ,że także rosły u gospodyni która nas przygarnęła w 1939 r,po wkroczeniu wojsk okupacyjnych.W jej ogródku rosły i rozrastały się ,bo to jest typowe dla tego gatunku Kosaćce ale nie takie jak dziś.Występowały tylko w dwóch kolorach : żółtym i niebieskim.Potem jeszcze przez wiele lat ,tylko takie były.Inne,w innych kolorach i dużych kwiatach spotkałam pod koniec lat 70 , w Instytucie Kwiaciarstwa w Skierniewicach.W sprzedaży jeszcze ich nie było.Były piękne o kolorach dotychczas niespotykanych np. landrynkowo różowym ,lub w dwu kolorach błękitno granatowym,lub beżowo brązowym.Myślałam,że oczy wyjdą mi z orbit i tak bardzo chciałam je mieć.I miałam i wtedy z kolei mnie zazdroszczono,że je mam...Ciągle są jednymi z najcenniejszych i najbardziej rozpowszechnionych bylin.Uprawiane w ogrodach i na działkach odmiany należą do kilkunastu gatunków.Wyobrażacie sobie np kwitnące jednocześnie irysy w kilkunastu kolorach?Wysokość ich jest zróżnicowana.Mogą być zupełnie niziutkie 25 centymetrowe [moje ulubione],do wysokości 120 cm.O ! te nadają się do wazonu.Należy tylko przewieźć je do domu jak są w fazie pąków bo rozwinięte już kwiaty w transporcie się niszczą.W wodzie stopniowo będą się rozwijały,co przeważnie trwa około 10 dni.Przekwitłe ścinamy i w ten sposób wciąż ładnie wyglądają.A jakie stworzyć im warunki?Otóż są bardzo mało wymagające,ale obfite kwitnienie uzyskuje się przez posadzenie ich na stanowiskach gdzie gleba jest dość żyzna próchniczna i przepuszczalna.Na wybranym stanowisku mogą rosnąć przez wiele lat,byle nie było to za blisko drzew,bo podobnie jak PEONIE ,drzew IRYSY,też nie lubią i jedne i drugie po prostu,chyba ze złości,że tam je posadzono,przestają kwitnąć.Wymagają stanowisk słonecznych,ale także dobrze rosną w lekko zacienionych i co dla mnie osobiście jest dziwne tolerują lekkie zakwaszenie gleby.
Irysy rozmnaża się wczesna wiosną lub dwa tygodnie po kwitnieniu,odcinając od rośliny matecznej ,młode,niezdrewniałe kłącza.A teraz coś co jest moim zdaniem ważne.Sprawdziłam to niejednokrotnie.Sadzić należy bardzo płytko kłączem w kierunku południa.?Wówczas szybciej i intensywniej kwitną.I wiecie że:mogą rosnąć na tym samym miejscu przez 6,7 lat . Można je po tym czasie wyjąć z ziemi poobcinać stare zdrewniałe kłącza,wybrać młode sadzonki a glebę zasilić obornikiem i ponownie je w to miejsce posadzić.Bardzo to jest przydatne gdy małe te 25 cm rosną np. na skalniaku.Wyjąc je.Miejsce potraktować obornikiem i ponownie je tam posadzić.A pielęgnując rośliny należy pamiętać o obcinaniu przekwitłych pędów i ewentualnie liści ,gdy pojawiają się na nich plamy co ma często miejsce.Na koniec tego irysowego tematu.Pięknie,przepięknie wyglądają duże ,te 120 cm wysokości w wazonie postawionym na podłodze i niech będzie to np,10,15, sztuk o różnych kolorach.
Irysy rozmnaża się wczesna wiosną lub dwa tygodnie po kwitnieniu,odcinając od rośliny matecznej ,młode,niezdrewniałe kłącza.A teraz coś co jest moim zdaniem ważne.Sprawdziłam to niejednokrotnie.Sadzić należy bardzo płytko kłączem w kierunku południa.?Wówczas szybciej i intensywniej kwitną.I wiecie że:mogą rosnąć na tym samym miejscu przez 6,7 lat . Można je po tym czasie wyjąć z ziemi poobcinać stare zdrewniałe kłącza,wybrać młode sadzonki a glebę zasilić obornikiem i ponownie je w to miejsce posadzić.Bardzo to jest przydatne gdy małe te 25 cm rosną np. na skalniaku.Wyjąc je.Miejsce potraktować obornikiem i ponownie je tam posadzić.A pielęgnując rośliny należy pamiętać o obcinaniu przekwitłych pędów i ewentualnie liści ,gdy pojawiają się na nich plamy co ma często miejsce.Na koniec tego irysowego tematu.Pięknie,przepięknie wyglądają duże ,te 120 cm wysokości w wazonie postawionym na podłodze i niech będzie to np,10,15, sztuk o różnych kolorach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)