sobota, 26 marca 2016
W tym miejscu mam nawet pewna satysfakcję.Otóż i w tamtych czasach sporządzano coś tandetnego............bo popatrzcie..........
LEMONIADA.
Lemoniadę można sporządzić,albo z gotowego syropu cytrynowego,zmieszawszy go z odpowiednią ilością wody,lub też włożyć do szklanki zimnej wody 4 lub 5 kawałków cukru,a gdy się rozpuści wcisnąć soku z cytryny.
Co innego Kruszon,ale o nim już nie dziś.
LEMONIADA.
Lemoniadę można sporządzić,albo z gotowego syropu cytrynowego,zmieszawszy go z odpowiednią ilością wody,lub też włożyć do szklanki zimnej wody 4 lub 5 kawałków cukru,a gdy się rozpuści wcisnąć soku z cytryny.
Co innego Kruszon,ale o nim już nie dziś.
I znalazłam,owszem,znalazłam, jednak by ten napój był mało pracochłonny to nie powiem,ale jest niezwykle wytworny.Autorka nazwała go :
SHYLLABUB.
Shyllabub ,jest to orzeźwiający napój podawany na wieczorkach tańcujących i na balach.Należy dwie flaszki reńskiego wina,skórkę cytrynowa otartą na tarku [tak, tak jest podane],nie tarka tylko tark i sok z dwóch pomarańcz i 20 dkg miałkiego cukru,zmieszać razem i postawić na lodzie.Potem ubijać miotełką pół litra kremowej śmietanki na gęstą pianę a wydając nalewać po połowie płaskich, szerokich, kieliszków tego reńskiego wina i dopełnić z czubem ową ubita śmietanką.
O ! to może być niezłe .Spróbuję.Nie zamierzam jednak szukać wina reńskiego,bo mogę go zstąpić jakimkolwiek białym lekkim innym winem.Nie będę też nic ubijać.Kupię gotową śmietankę w spreju.Gorzej tylko będzie z tym tańcującym wieczorkiem ,bo nie mam z kim.
SHYLLABUB.
Shyllabub ,jest to orzeźwiający napój podawany na wieczorkach tańcujących i na balach.Należy dwie flaszki reńskiego wina,skórkę cytrynowa otartą na tarku [tak, tak jest podane],nie tarka tylko tark i sok z dwóch pomarańcz i 20 dkg miałkiego cukru,zmieszać razem i postawić na lodzie.Potem ubijać miotełką pół litra kremowej śmietanki na gęstą pianę a wydając nalewać po połowie płaskich, szerokich, kieliszków tego reńskiego wina i dopełnić z czubem ową ubita śmietanką.
O ! to może być niezłe .Spróbuję.Nie zamierzam jednak szukać wina reńskiego,bo mogę go zstąpić jakimkolwiek białym lekkim innym winem.Nie będę też nic ubijać.Kupię gotową śmietankę w spreju.Gorzej tylko będzie z tym tańcującym wieczorkiem ,bo nie mam z kim.
ONEGDAJ TJ., W KOŃCU LAT CZTERDZIESTYCH,nikt absolutnie nikt nie chodził do kościoła z koszyczkiem.Uważano,że wszystko co będzie konsumowane w Święta Wielkiejnocy,powinno być poświęcone.Zatem "urządzano" stoły ze święconką.Przyjmijmy,że ten stół to taki duży koszyk .Pamiętam,jak już od rana nakrywano go piękną serwetą ......no i zaczęły "lądować "na nim :np.duży podłużny półmisek z całą szynką,z kością,tak gdzieś po ugotowaniu około 5,6 kg.Po ugotowaniu, bowiem gospodynie same gotowały i był to cały rytuał ,że nie wspomnę o tym,że też same lub ich mężowie wędziły.Wody musiało być tyle ile ważyła surowa szynka ,tyle też cebul całych obranych i tyle liści laurowych i tyle ziaren ziela angielskiego i tyle ziaren "przetrąconego" w moździerzu pieprzu i tyle godzin się także gotowała na bardzo małym ogniu ile ważyła.?Już ,oczywiście wystudzona lądowała na stole opleciona dookoła białą sparzona kiełbasą.Obok foremki,nie, nie foremki,to formy galaretki z nóżek wieprzowo, wołowo cielęcych.Miały kształt baby ,bo zastygały w formach do pieczenia bab wielkanocnych.Baby piaskowe i drożdżowe oczywiście też były polukrowane lukrem cytrynowym tj. białym i posypane skórką pomarańczowa smażoną w cukrze,której w sprzedaży nie było i robiło się ją w domu,samemu.Często też na stole była pieczeń cielęca tzw.kulka ,czyli cielęca szynka.Ją też jadało się na zimno................no i chrzan i ćwikła . W ogromnych ilościach i myślę,ze dzięki temu chrzanowi konsumenci tych potraw, po zjedzeniu ich w tak dużych ilościach jakoś przeżyli ,bo przecież powszechnie wiadomo,że chrzan, powoduje szybsze strawienie i spalenie się tłuszczu.Ale należy też wziąć pod uwagę fakt,że około 40 dni wszyscy pościli i to autentycznie.Przez czas postu nie jadało się żadnego mięsa ani wędlin.Wyobrażacie sobie jak smakowało tak długo oczekiwane.A czekało się też na księdza z pobliskiej parafii ,który odwiedzał swoich parafian, od domu do domu a przybywał bryczką i konie były przystrojone i bryczka też.Stało się zatem przed domem i wyglądało i oczekiwało i tam gdzie stała bryczka tam ,w tej posesji był ksiądz .I zaklinało się by jak najszybciej poświęcił pokarmy i okno w pokoju było otwarte ,by było chłodno,by się nic nie popsuło.I wreszcie,zaraz po poświeceniu siadano do stołu.Bowiem muszę wspomnieć że w Wielką Sobotę było się na czczo od rana.I wreszcie zamknięto okna i do tego mięsiwa dorośli wypijali symbolicznie po kieliszku ,czasem więcej alkoholu przygotowanego wcześniej by się "przegryzł."A była to tak zwana "tata z mamą" tj w równych częściach,pół na pół spirytus z sokiem wiśniowym.My ,dzieci dostawaliśmy natychmiast gorącego barszczu ugotowanego na wodzie od szynki.Dorośli nieco potem. My dzieci ,opuszczaliśmy stół najwcześniej i z jajkami święconymi spotykaliśmy się na podwórku by porównać czyja pisanka najładniejsza.
ONEGDAJ BYWAŁO TAK:
Nie wiem czemu, ale tamte Wielkanoce z końca lat czterdziestych pamiętam jako ciepłe i pogodne.Chyba jednak przejście od zimy do lata była radykalniejsze..................jak wiosna to wiosna,"wybuchała "nagle i zielono potrafiło się zrobić w ciągu kilku dni.W Wielkim Tygodniu szłam z koleżankami na pobliskie łąki by nazbierać szczawiu,bo był potrzebny nie do zupy lecz do farbowania jaj.W garnku z wodą i szczawiem gotowało się jaja i skorupki nabierały pięknego soczystego zielonego koloru.A gotowane w łuskach cebuli były brązowe , a z dodatkiem buraka ćwikłowego,czerwone.I co ? i bardzo kolorowo wyglądały.Ale także miały wzorki.Robiło się je tak:Roztopioną świecę nanosiło na jajko i były to kropki przecinki,kwiatki itp.do malowania służył patyczek ustawicznie maczany w płynnej świecy i po naniesieniu na skorupkę natychmiast zastygał.Gotując jaja ich powierzchnia nabierała żądanego koloru,za wyjątkiem miejsc posmarowanych stearyną tj roztopioną świecą.Bardzo ładne były ,szczególnie ładne tzw.muchomorki tj.jaja w białe kropki na czerwonym tle.I całość tych wzorzystych różnokolorowych jaj była prześliczna.Nie układano ich jednak w żadnym koszyczku ,tylko na dużym płaskim talerzu ,na serwetce śnieżnobiałej haftowanej haftem r y s z e l i e .A wygląda ten haft tak,że zawsze są w serwetkach dziurki w kształcie kwiatków np.Między jaja wkładano gałązki borowiny leśnej.I widać tak ją przetrzebiono w tamtych czasach ,że potem była pod ochrona.A czemu nie układano w koszyczkach ,tak jak obecnie święconki ??????????
O ty już za moment.
Nie wiem czemu, ale tamte Wielkanoce z końca lat czterdziestych pamiętam jako ciepłe i pogodne.Chyba jednak przejście od zimy do lata była radykalniejsze..................jak wiosna to wiosna,"wybuchała "nagle i zielono potrafiło się zrobić w ciągu kilku dni.W Wielkim Tygodniu szłam z koleżankami na pobliskie łąki by nazbierać szczawiu,bo był potrzebny nie do zupy lecz do farbowania jaj.W garnku z wodą i szczawiem gotowało się jaja i skorupki nabierały pięknego soczystego zielonego koloru.A gotowane w łuskach cebuli były brązowe , a z dodatkiem buraka ćwikłowego,czerwone.I co ? i bardzo kolorowo wyglądały.Ale także miały wzorki.Robiło się je tak:Roztopioną świecę nanosiło na jajko i były to kropki przecinki,kwiatki itp.do malowania służył patyczek ustawicznie maczany w płynnej świecy i po naniesieniu na skorupkę natychmiast zastygał.Gotując jaja ich powierzchnia nabierała żądanego koloru,za wyjątkiem miejsc posmarowanych stearyną tj roztopioną świecą.Bardzo ładne były ,szczególnie ładne tzw.muchomorki tj.jaja w białe kropki na czerwonym tle.I całość tych wzorzystych różnokolorowych jaj była prześliczna.Nie układano ich jednak w żadnym koszyczku ,tylko na dużym płaskim talerzu ,na serwetce śnieżnobiałej haftowanej haftem r y s z e l i e .A wygląda ten haft tak,że zawsze są w serwetkach dziurki w kształcie kwiatków np.Między jaja wkładano gałązki borowiny leśnej.I widać tak ją przetrzebiono w tamtych czasach ,że potem była pod ochrona.A czemu nie układano w koszyczkach ,tak jak obecnie święconki ??????????
O ty już za moment.
Że przedmioty martwe są złośliwe,właśnie się przekonałam.Mój komputer to wyjątkowy złośliwiec.
I pogoda,ta ,chyba też.Takiej jak jest nie spodziewałam się.W prawdzie jest ciepło,ale niestety mokro.Jedyna pociecha to to,że nagle ruszy wegetacja ,diametralnie zmieniając krajobraz.Bo dla roślin nie może być nic lepszego jak ciepło i wilgotno i mokro.A na tę okoliczność,tj. pogodową okoliczność takie przysłowie :
"Będzie pogoda jak się nie poleje z nieba woda"polskie. Właśnie się polała w Łodzi ...............ale,ale ................się przejaśnia.
I wiecie od czego rozpocznę dzisiejsze spotkanie.Od tego JAK TO ONEGDAJ BYWAŁO ?
I pogoda,ta ,chyba też.Takiej jak jest nie spodziewałam się.W prawdzie jest ciepło,ale niestety mokro.Jedyna pociecha to to,że nagle ruszy wegetacja ,diametralnie zmieniając krajobraz.Bo dla roślin nie może być nic lepszego jak ciepło i wilgotno i mokro.A na tę okoliczność,tj. pogodową okoliczność takie przysłowie :
"Będzie pogoda jak się nie poleje z nieba woda"polskie. Właśnie się polała w Łodzi ...............ale,ale ................się przejaśnia.
I wiecie od czego rozpocznę dzisiejsze spotkanie.Od tego JAK TO ONEGDAJ BYWAŁO ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)