poniedziałek, 2 maja 2016

"Każdy Adam ma swoją Ewę,za którą karę odbiera"włoskie.
Zawsze mnie to zastanawiało,że  aby skusić kobietę potrzebny był aż wąż,a by skusić mężczyznę tylko kobieta.

No to -" rozprawiłam"  się z przysłowiem,to teraz pewne ostrzeżenie.Uważam,że winna to jestem Państwu.

niedziela, 1 maja 2016

Spowiada się młoda dziewczyna:
Miałam stosunek z mężczyzną - a nie jestem mężatką.
Z miłości czy za pieniądze?
Z miłości,bo co to jest te 100 zł.
Zdrowe rośliny POMIDORÓW,a co za tym idzie i owoce ,zależy od wielu czynników.Ważne jest zapobieganie.Zapobieganie chorobom grzybowym,bo to one najczęściej niszczą rośliny i zniechęcają  do uprawy.Od czego zacząć ? Od wyboru stanowiska słonecznego,TYLKO SŁONECZNEGO,bo nie tyle szkodzi pomidorom deszcz co zbyt długie po deszczu ich wysychanie.Zacząć też można zaprawiać dołki o czym pisałam wczoraj :pokrzywą i nawozem i  jedno i drugie powoduje ,niewielką w prawdzie ale odporność na choroby [pokrzywa} a nawożenie obornikiem intensywny wzrost,a duże rośliny to rośliny mające więcej sił na walkę z przeciwnościami losu,z chorobami.Tylko od nas zależy w jakiej kondycji będą w miesiąc po posadzeniu.Teraz można już odkazić paliki jeżeli są z drewna nie malowanego.Każdy ,krotką chwilę nad płomieniem ,a jeżeli malowane,dobrze będzie przetrzeć je szmatką nasączoną spirytusem  np. salicylowym,bo to najtaniej.Trochę to może wyglądać jak odczynianie jakichś guseł ,ale   to z a p o b i e g a n ie,właśnie.To czym przywiązywane będą rośliny do palików corocznie też jest ważne winno być corocznie  nowe świeże.O ! nie sznurki .Najbardziej przyjazne dla roślin będą szmatki bawełniane lub lniane.Samo przywiązywanie też jest ważne....................nie na okrągło,nie na okrągło,lecz w tzw .ósemkę ,by zapewnić izolację ,by w czasie silnych wiatrów roślina nie była kaleczona przez palik do którego jest przywiązana.W ramach zapobiegania  - i tu informacja dla tych działkowców którzy nie wykonują oprysków  preparatami chemicznymi  proponuję. :od początku czerwca do skutku ,tj przeważnie aż do sierpnia  co dwa trzy tygodnie  zastosowanie preparatu roślinnego sporządzonego ze skrzypu ,zalewając 500 g. tych roślin 5 litrami zimnej wody.Po zakończonej kilku dniowej fermentacji należy  płyn przecedzić i potem  rozcieńczać w stosunku  1 :5,dodając płynu do mycia naczyń by się preparat dobrze do roślin przykleił.Gnojowica ,bo tak to się nazywa,nie jak podają  niektóre publikatory...............gnojówka,bowiem gnojówka to płynny nawóz z obory,a wszelkie zalewy i napary roślinne w wyniku których zniszczona zostaje substancja organiczna  [liście i roślina] to  gnojowica,tak mnie uczono, która zawiera sporo kwasu krzemowego,który zapobiega powstawaniu chorób grzybowych i odstrasz też  szkodniki np. mszyce.To akurat nie istotne,ale niech tam.

I to tyle na dziś,ale jeszcze nie koniec tematu.
POMIDORY,to warzywo które widać,to nie drobna marchewka czy pietruszka,to rośliny ,które gdy są zdrowe,gdy nie maja plam na liściach  i dorodne,duże owoce w różnej fazie dojrzałości  stanowią też ozdobę.Co zrobić by były takie?Oto moje zdanie.
I jeszcze króciutko   o sałacie.Czy wiecie jak ją, jadano?Smażono skwarki wlewano do tych skwarków i tłuszczu wodę i ocet i dodawano cukru i takim jeszcze gorącym polewano sałatę.Oczywiście,natychmiast zwiędła i o to wówczas chodziło,bo kto by jadał surową.O ! jadał mój ojciec,jak zwykle nie zgadzający się z tym co serwowała mam ,a ja?,a ja oczywiście byłam po stronie ojca i razem z nim jadłam sałatę ze śmietaną i cukrem.Mama wyśmiewała nas ..........."ej wy szlachetnie urodzeni,klasa robotnicza ja sałatę ze skwarkami".Na co ojciec...."my klasie robotniczej  absolutnie w tym nie przeszkadzamy".Takie to były czasy.Niektóre gospodynie na rynku wybierały np.lekko żółte ogórki ,twierdząc,że te zielone są jeszcze niedojrzałe.Wy tego,Droga Młodzieży  wiedzieć nie możecie,ale od czego macie taka pamiętliwą ciotkemalinkę.
To stało się tradycją w tamtych dawnych latach,że na 1 maja do obiadu winna być sałat i kompot z rabarbaru.Nie kupowało się tego w sklepach lecz u ogrodnika.W Rudzie było ich wielu.Sprzedawali  rabarbar prosto z zagonka.A by był jak najbardziej czerwony i delikatny w smaku i miał ciepło i szybciej przez to urósł  to całe kępy tych roślin nakrywano beczkami pustymi bo właśnie kiszona kapusta się skończyła.Po  miesiącu ,bez braku światła i słońca łodygi były długie i czerwone.Natomiast sałata to hodowla typowo inspektowa.Inspekty,to skrzynie tak usytuowane by miały nachylenie w kierunku południowym,przykryte szybami w ramach.Już w końcu lutego,a najpóźniej na początku marca wsypywano tam ziemię kompostową,wymieszaną z końskim obornikiem,co nie było trudne,bo koni wtedy było  więcej jak traktorów.Taka mieszanka nawozowa  z dużą ilością końskich odchodów miała też właściwości ocieplające,a operujące przez szybę słońce też dawało wiele ciepła.Oczywiście przychodziły noce,noce z przymrozkami ,bo to przecież dopiero marzec.Wtedy okrywano okna inspektowe matami słomianymi o sałata MASŁOWA bo to sałata na ten wczesny wiosenny czas.Z resztą innej wtedy nie było,tylko ten typ intensywnie rosła,.Stąd już 1 maja ogrodnicy sprzedawali dorodne główki.O ! jakże smakowały te nowalijki.Bo na naturalnym nawozie i po zimie .Tęskniło się za nimi,oj!- tęskniło.Przypomniało mi się też  teraz,że maty tak wchodziły w modę,że zaczęto je dla ozdoby wieszać na ścianach.Nie takie grube jak te, do okrycia okien inspektowych,lecz pojedyncze ,słomka przy słomce.Wypierały  stosowane wcześniej makatki i kilimy i zawieszane haftowane płótna z napisami np."Świeża woda zdrowia doda",lub "Dobra żona tym się chlubi,że gotuje co mąż  lubi".Maty słomiane nie ominęły też mojego domu,a ze zawsze był jakiś pies  to będący wtedy gdy zawieszono maty o imieniu Psotka ,zrobiła ta Psotka z nimi taki "porządek",że tyle ile sięgnęła,to zdarła i porwała,w czasie nieobecności domowników oczywiście.Mój ojciec z ogromnym spokojem skomentował to tak...................."No to mamy w domu oborę".Mówił to z pewną satysfakcją bo entuzjastą mat raczej nie był.No i powróciły na swoje miejsca makatki i kilimy,a maty do okrycia  okien inspektowych,tam ich miejsce,bez nich i grzejącego końskiego obornika nie byłoby sałaty już 1 maja.
"Trunek i muzyka ,dowcip ostrzą."polskie.
O - bo nie tak miało być,prawda?Miało być ciepło i słonecznie,a tu ani jedno,ani drugie.To co pozostaje? Tylko to co w przysłowiu.
Nie wiem,czy pamięć mnie zawodzi ,czy jednak kiedyś te majowe święta były pogodniejsze.Ileż to razy wracało się z  "obowiązkowego "'pochodu opalonym.I wtedy, prawie zawsze do obiadu była sałata i kompot z rabarbaru,zwany też przez wielu mieszkańców Rudy Pabianickiej rumbarbarem.I sałata i rabarbar to w tamtych 50 i 60 latach  były nowalijki.I o tych nowalijkach słów kilka,zanim "pociągnę dalej" temat ................sadzenie pomidorów.............