sobota, 3 stycznia 2015

Mąż spogląda przez okno i widząc koleżankę żony pyta? "a tę po co tu diabli niosą" Synek otwierając drzwi pyta "ciociu a gdzie są te diabły"? co cię przyniosły?"Nie przyniosły mnie diabły stwierdza ciocia "to co chcesz powiedzieć ,że mój tata kłamie" mówi dziecko.Po jakimś czasie ciocia pyta chłopca " jak myślisz ile mam lat?" pomogę ci..........."..w domu w którym mieszkam jest 10 okien,dwoje drzwi ,trzy kominy ,a z jednego leci dym"..............."..no ile mam lat"?Chłopiec bez zastanowienia odpowiada 22."Dobrze" ..............wykrzykuje zadowolona ciocia ,"a jak to obliczyłeś?" Bardo prosto odpowiada dziecko.Sąsiad nasz i mój kolega  jest w 50% niepełnosprawny umysłowo i ma 11 lat.Ciocia więcej nie odwiedziła tego domu............... i o to chodzi stwierdził zadowolony tatuś.
Taka jestem ucieszona że zechcieli Państwo przesłać komentarz,że nie wiem jak zacząć? w takich sytuacjach mój ojciec mówił "od początku" Zatem ,przyszło mi do głowy,że niektóre dania obiadowe,zupełnie "wyszły z mody" a wyparły je inne,których wówczas nie podawano.ONEGDAJ ZATEM BYWAŁO TAK..Zawsze ,albo prawie zawsze po niedzielnym rosole,w poniedziałek była "pomidorówka".Wiem , żadna to  rewelacja.Ale teraz przeważnie pomidorowa jest z kluskami lub z ryżem,który bardzo lubi moja koleżanka ,natomiast jej mąż już nie i natychmiast wyraża swój bunt krzycząc " o już mam skośne oczy".Onegdaj bardzo często do zupy gotowano "na gęsto" mannę lub kaszkę krakowską i po ugotowaniu dodawano "pogniecioną" tłuczkiem od ziemniaków całą włoszczyznę z rosołu, zieloną natkę pietruszki lub koper [ale to już ja dodawałam].Całą zawartość dokładnie wymieszaną z włoszczyzną wylewano na duży półmisek  polany wodą i gdzie wynoszono? oczywiście w chłodne miejsce tj do schowka pod schodami.Tuż przed podaniem maczało się nóż w zimnej wodzie i kroiło kawałki i kilka lub kilkanaście na talerzu zalewano bardzo gorącą zupą .Zupełnie nie spotykam się z takim sposobem podawania zupy.A onegdaj też często na drugie danie gotowano ,już wspomnianą kaszkę krakowską [ani widu ,ani słychu o niej teraz].Do kaszki krakowskiej,gotowanej na rosole..........PYCHA......... zawsze i  tylko podawało się prużoną cielęcinę.A robiło się tak.Najpierw obrumieniano kawałki na ...........oczywiście  maśle.Po zrumienieniu wlewało około szklanki wody i  soliło i przykrywało pokrywką i prużyło na wolnym ogniu około 40 minut.Było to danie dla wszystkich a dla dzieci w szczególności i kaszę pod taką postacią tolerowały.Ponieważ u nie w domu robiono różne przetwory do kaszki krakowskiej zawsze były podawane marynowane śliwki.Słodkie i trochę kwaśne.We wcześniejszych postach chyba podawałam jak się je robi  ale jesienią powtórzę.Świetnie się komponowały z kaszką krakowską ,tak jak marynowana dynia [też podawałam sposób wykonania]z kaszą tatarczaną ciemną,paloną,Jakże dużo mam do przekazania jeszcze w tym temacie ale dziś wszyscy coś ode mnie  chcą,łącznie z psem,ktory chce spaceru.Zatem jeszcze tylko moja prośba ,piszcie w komentarzach swoje opinie.I wiem,pamiętam o podsumowaniu roku działkowego i o ziołach.
JEŻELI MA BYĆ JAK TO ONEGDAJ BYWAŁO {DECYZJA PAŃSTWA ] ............patrz komentarz.........to zaczynam.

piątek, 2 stycznia 2015

A  może Ktoś z Państwa sie zdecyduje i napisze w komentarzach czy jutro ma być "Jak to onegdaj bywało"?
do zobaczenia jutro .....o właśnie jak Bóg da...........
DO PANA JULIUSZA ! BARDZO DZIĘKUJĘ  ZA WSPIERANIE MNIE W WALCE O GODNĄ  KOŃCÓWKĘ ŻYCIA I ŚMIERĆ  KARPIA.WSZYSTKO CO ŻYJE I ODCZUWA MA DO TEGO PRAWO.NIE CZŁOWIEKOWI O TYM DECYDOWAĆ  W JAKI SPOSÓB ZADAWAĆ BÓL LECZ TYLKO TYLE JAK GO OGRANICZYĆ,BO PÓKI CO I NA SZCZĘŚCIE CZŁOWIEK BOGIEM NIE JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
A teraz w ramach podsumowania roku ,co się w ogrodzie udało a co nie.Oczywiście na wysoki plon ma wpływ odmiana i jej cechy oraz nawożenie i warunki pogodowe.Ale także [jeżeli się na to decydujemy ] ochrona przed chorobami i szkodnikami.I tak jak wśród jabłoni czy grusz mamy duży wybór i możemy uprawiać takie które oprysków nie wymagają [np grusza Konferencja] albo decydować sie na wielokrotne często opryskiwanie  [np Faworytka ,zwana też Klapsą]Oczywiście ja jako ogrodnik amator nigdy,.............przenigdy nie posadziłabym i nie męczyła się opryskami Faworytki.Bo proszę sobie wyobrazić ,że podatna na parcha [choroba grzybowa] ta odmiana wymaga około 10 oprysków w czasie wegetacji,a jak jest deszczowe lato to i ponad 20.Zatem pozwalam by bawili się w uprawę tej jakże wymagającej odmiany sadownicy.Ale czasem sytuacja jest taka ,że nie ma wyboru.Np.chcę uprawiać brzoskwinię lub nektarynę.To muszę mieć świadomość,że kędzierzawość liści pojawi się na nie chronionych wszystkich odmianach tego gatunku,ale na szczęście opryski potrzebne będą tylko dwa a nie naście.Jeden w listopadzie Miedzianem [pisałam o tym dokładnie we wcześniejszych postach] i drugi na przedwiośniu  Sylitem. i to na szczęście już wszystko co brzoskwinie i nektaryny potrzebują i co jest dość ważne są to opryski  zapobiegawcze nie interwencyjne .One zawsze są mniej szkodliwe,bo wykonujemy je w czasie  spoczynku drzewek.I tu informuję..................... jeżeli masz  brzoskwinie lub nektaryny nie pocieszaj się,"bo jeszcze młode" bo już stare" Z chorobami roślin bowiem jest tak że jedne bywają ...........np zaraza ziemniaka na pomidorach .................a inne są zawsze np kędzierzawość liści.Jeżeli zatem brzoskwinie i nektaryny były w stosownym czasie DOKŁADNIE  OPRYSKANE, TO URODZAJ BYŁ,jeżeli mimo oprysków nie było urodzaju na Faworytce to najpewniej bylo ich za mało ,lub parch gruszy na dany preparat się uodpornił i należało przemiennie stosować różne preparaty.A jak tam czuje się Faworytka p Tomka ,którą posadził wiosną  na działce co????????????/