A ONEGDAJ BYWAŁO I TAK.Przede wszystkim ,jeszcze w latach ,zaraz powojennych ,były dwa dni świąt.Nie chodziło się na cmentarz.............absolutnie...........1,ego,tylko 2,ego,bo przecież Święto Zmarłych jest 2,ego .A tu zima na dworze.Groby śniegiem zasypane.Odwiedzający w ciężkich,bardzo ciężkich pelisach,z futrzanymi kołnierzami.Aha ..........droga młodzieży..........pelisa to zimowy płaszcz z futrem w środku,a czasem jeszcze z watoliną ,wyobraźcie sobie jakie to było ciężkie.Nie,nie, kożuchy jeszcze nie były w modzie.Nosili je tylko dozorcy i furmani.A damskie futra............o to była rzadkość,bowiem zostały w czasie wojny zabrane przez okupanta ,by ocieplić żołnierzy walczących pod Stalingradem ,co jak wiadomo i tak nić nie dało i z powodu zimna............... i braku dostaw cała Szósta Armia von Paulusa poddała się do niewoli.No - ale już jest koniec lat 40,tych i idziemy na cmentarz z zasypanymi śniegiem grobami.I niech nikt nie myśli,że niesiono tam jakieś kwiaty................o nie.Nie było jeszcze sztucznych,bo nie było plastiku,a żywe ,to majątek.Nie było też zniczy,ani jedniutkiego.Takie coś zupełnie nie istniało.Zapalało się na grobie zwykłą białą świecę,odgarniając śnieg.Rodziny postały z pół godziny przy grobie,bo zimno.Wokół pachniało naftaliną od tych wyciągniętych z szaf pelis i potupawszy nogami szło się do domy wspominając tych co na cmentarzu pozostali.Tylko świętowali dłużej Cyganie.Rozkładali obrus na grobie i jedząc i pijąc ,też za nieboszczyka.Nie spotykam się teraz z tym,choć Cyganie w Rudzie pochowani są.Po powrocie do domy mama zaraz wstawiała wodę na herbatę,obrzydliwą herbatę pod tytułem Ulung w pergaminowej torebce , za to ojciec przygotowywał coś pysznego.To była grzanka.Ale jaka tam grzanka skoro nie było czekolady.Zatem robił ja z cukierków irysy .One nazywały się "Alfa".To były mordoklejki.Pół kg. tych irysów ,4 łyżki masła,1 szklanka wódki i 1 szklanka spirytusu.To zagotowywał ,a na koniec zapalał i szybko kład pokrywkę.Dostawałam tego jedną stołową łyżkę,owszem.Chciałam więcej,ale mi nie dano., Do tego było ciasto drożdżowe i ta okropna herbata parzona w małym porcelanowym czajniczku.Mówiło się na to esencja.Smakosze herbaty poczęstowani,choćby nawet tą esencją ,zapytaliby" a gdzie herbata"?Tak, to onegdaj Święto Zmarłych,świętowano.
Ale dość wspominków,bowiem.........
poniedziałek, 26 października 2015
A może takie przysłowie,na dziś?"Osoba zięcia jest kolumną,na której się wspiera serce teściowej."Jest to przysłowie armeńskie.Niebawem zięciowie spotkają się, być może z teściowymi,z okazji Święta Zmarłych................tak myślę,zatem warto wiedzieć.
I jeszcze ,oby pogoda była taka jak dziś w to świeto rodzinnych spotkań żywych z umarłymi.
I jeszcze ,oby pogoda była taka jak dziś w to świeto rodzinnych spotkań żywych z umarłymi.
niedziela, 25 października 2015
AKTINIDIA,jest pstrolistna,ostrolistna i chińska. CHIŃSKA, wydaje duże owoce zwane agrestem chińskim [ kiwi ].Dwie pierwsze są u nas uprawiane , mają drobne owoce,ale za to bardzo wyraziste w smaku,są słodko kwaśne i pachnące.Dojrzewają we wrześniu.Obie uprawiane u nas Aktinidie są pnączami o pędach dorastających do 5 m..
ASSAI,dorasta do 4 m.Owoce ma małe,słodkie,a ususzone przypominają rodzynki.
WEJKI,wzrost ma silny,owoce drobne o średnicy 3 cm,zielone z czerwonobrunatnym rumieńcem.Bardzo zdobią roślinę gdy dojrzewają ,a dojrzewają w pażdzierniku.
DR SZYMANOWSKI.U nas jeszcze mało rozpowszechniona.Ma drobne owoce ,nadające się na przetwory i susz,jednak najbogatsze są one w witaminy,w porównaniu z poprzednimi.
ASSAI,dorasta do 4 m.Owoce ma małe,słodkie,a ususzone przypominają rodzynki.
WEJKI,wzrost ma silny,owoce drobne o średnicy 3 cm,zielone z czerwonobrunatnym rumieńcem.Bardzo zdobią roślinę gdy dojrzewają ,a dojrzewają w pażdzierniku.
DR SZYMANOWSKI.U nas jeszcze mało rozpowszechniona.Ma drobne owoce ,nadające się na przetwory i susz,jednak najbogatsze są one w witaminy,w porównaniu z poprzednimi.
Zadzwoniła moja przyjaciółka,z prośbą:"wymyśl coś do kotletów mielonych i ziemniaków,ale niech to będzie coś gotowanego,jakieś warzywa gotowane,ale nie buraczki,nie fasolka ,nie marchewka,nie groszek."Ot - i problem,ale nie dla mnie,bo od jakiegoś czasu,a konkretnie jak jest tania papryka sporządzam coś takiego:pół główki lub jedną małą kapusty włoskiej kroję w paseczki ,do tego dwie papryki ,też kroję w paseczki ,do tego dwie cebule w talarki i gotuje.................Uwaga !koniecznie odkryte, w bardzo małej ilości wody.Czas gotowania to 30,40 minut maksymalnie.Pod koniec dodaję dwie kostki rosołu drobiowego dwie ,lub więcej łyżek masła świeżego,czubatą łyżkę cukru i drobniutko pokrojone dwa pomidory.Pomidorów nie dodaję wcześniej ,bo utrudniają rozgotowanie się innych warzyw.A na koniec jeszcze pikantnego keczupu cztery łyżki.To jest wyśmienity dodatek do wszystkich mięs,ale do mielonych kotletów szczególnie,a ten sosik,ach ten sosik ................pychota.
A ONEGDAJ BYWAŁO TAK:Myślę,o końcu lat 40,tych ubiegłego wieku.Spadały kasztany.Chodziło się je zbierać na niemiecki cmentarz jak już wspomniałam.Jakież to dla dzieci były skarby .Ważniejszy był ten,kto ma więcej.A potem w jesienne deszczowe wieczory wyczarowywało się z nich najprzeróżniejsze ludziki i zwierzątka. I tu - kłopot.Gdzie to ustawić?Mama z takiej kolekcji zadowolona nie była,bo to się kurzy,bo nie pasuje na kredensie,a chciałoby się ,oj ! chciało mieć to w zasięgu wzroku.Ustalono raz na zawsze,że będą ustawione na pokojowych piecach.W prawdzie to wysoko ,ale co tam ,dobrze,że choć tam i że uzyskano na to zezwolenie,bo to rodzice rządzili w domu i decydowali,nie dzieci...............wtedy oczywiście.I stały biedne i się od ciepła kurczyły i czasem gubiły zapałki,którymi były połączone.Raz jeden mój ludzik zgubił nogę i ojciec skomentował to tak:" a ten inwalida to co,chyba z wojny wrócił?"Gdy od ciepła pokurczyły się bardzo,posłużyły za podpałkę do pieców.Piece w domu to coś co gromadziło rodzinę ,to zapach palonych szczap drewnianych ,takich smolnych,takich pełnych żywicy i bardzo ,bardzo pachnących i ogień,można było w niego patrzeć i patrzeć,to coś żywego w domu.To nie kaloryfery.Ale ta tęsknota znana jest już niewielu.A co w tym czasie robili właściciele ogródków przydomowych?,bo to może interesować Moich Działkowców.I tu Was zaskoczę Kochani,nie robili nic.Nie przekopywali ziemi.Zostawiali na zimę nieprzekopaną.Dopiero robiono to wiosną,a za nawóz posłużyły im ludzkie fekalia ,bo przecież w nielicznych tylko domach była kanalizacja.Jak wspominam te widoki polewania nimi grządek przed kopaniem,to mnie mdli.Ale cóż,tak się wtedy żyło.Już widzę co by było teraz gdyby dowiedział się o tym SANEPID.I to tyle na temat jesiennych smuteczków ,teraz i onegdaj.
A już zaraz...........
A już zaraz...........
"Jeśli chcesz kogoś poznać,daj mu władzę".
To takie pasujące na dziś przysłowie............czyż nie ?
A tak w ogóle ,to jakoś smutno.Sypią się liście z drzew niczym confetti Spadają też kasztany.Ach te kasztany.Gdy byłam dzieckiem,chodziło się po nie na niemiecki cmentarz .Cmentarz był oczywiście ewangelicki ,ale w Rudzie Pabianickiej wszystko co było ewangelickie ,zwano niemieckie.,kościół też.No to może:JAK TO ONEGDAJ BYWAŁO.Pan Piotr,który bardzo lubi czytać te wspominki,chyba będzie dziś zadowolony.
To takie pasujące na dziś przysłowie............czyż nie ?
A tak w ogóle ,to jakoś smutno.Sypią się liście z drzew niczym confetti Spadają też kasztany.Ach te kasztany.Gdy byłam dzieckiem,chodziło się po nie na niemiecki cmentarz .Cmentarz był oczywiście ewangelicki ,ale w Rudzie Pabianickiej wszystko co było ewangelickie ,zwano niemieckie.,kościół też.No to może:JAK TO ONEGDAJ BYWAŁO.Pan Piotr,który bardzo lubi czytać te wspominki,chyba będzie dziś zadowolony.
Subskrybuj:
Posty (Atom)