sobota, 17 października 2015

Zamrożone owoce żurawiny,podzielone na porcje,można wykorzystywać sukcesywnie,z przeznaczeniem na np:kisiel.Do zwykłego jakiegokolwiek kisielu ,dodać 4 łyżeczki żurawiny i wymieszać.Można mrożoną włożyć do ciepłego,to przyspieszy możliwość podania .Na Litwie podaje się oryginalny kisiel żurawinowy,dając na pół litra wody 6 łyżek owocu i dwie czubate łyżki, lub mniej mąki ziemniaczanej i trzy łyżki cukru.Podawany jest tam różnie jako kisiel o konsystencji stałej lub  jako kisiel dający się wypić jak kompot,stąd,napisałam  ,że mąki ziemniaczanej mniej.Każda Kolacja Wigilijna  jest z takim kisielem.
Jest  to coś  bardzo orzeźwiającego.Na mnie działa jak dobra kawa..........budzi mnie.
Ponieważ jestem zwolenniczką tego owocu proponuję dodawać konfiturę żurawinowo-gruszkową,do smażonej tłustej ryby np do karpia, lub do drobiu..............a..to już klasyka.Amerykanie na swoje największe święto w roku,Święto Dziękczynienia podają pieczonego ogromnego indyka   i"górę" żurawiny.Bez żurawiny i indyka nie ma święta.A my możemy też dodać nieco żurawiny do pieczonej kaczki z jabłkami.
ŻURAWINA WIELKOOWOCOWA..........tak ,ma, zdecydowanie  większe owoce od naszej rodzimej ŻURAWINY BŁOTNEJ.Występuje w takich odmianach:EARLY BLAKI  I tak sobie myślę,że poleciłabym ją właśnie bowiem nie jest  większa od innych,bo Drodzy moi Działkowcy ta krzewinka,to jest naprawdę zdecydowanie mała krzewinka,i by ją" nie zadeptać",trzeba uważać.Jej owoce są średniej wielkości,ciemno czerwonego koloru i dojrzewają we wrześniu..........to dość wcześnie jak na żurawinę.

Także silniej rośnie też  SEARLES, bo do 35 cm  ,n a w e t.Jest bardzo plenna a jej owoc intensywnie czerwony ,jak żaden inny.Dojrzewa w październiku.

I to te które ewentualnie uprawiać warto,ale jak wspomniałam wczoraj nie jest to łatwe,ale przecież nie niemożliwe,szczególnie,że owoce żurawiny to bomby witaminowe i mają duże właściwości lecznicze.Sok z owocu połączony z miodem leczy  przeziębienia,a szczególnie anginę,a także łagodzi objawy gośćcowe.Sok lub konfitura ,systematycznie spożywany zapobiegają  powstawaniu niektórych kamieni nerkowych.O właściwościach dezynfekujących przewody moczowe pisałam wczoraj.Jagody żurawiny wielkoowocowej,podobnie jak i błotnej znacznie wzmacniają każdy organizm.Dzięki zawartości kwasu benzoesowego i chinowego owoce nie psują się.I jak żadne inne mogą być zamrożone nawet na dwa lata................by............ o tym za moment.
Ponieważ pada,może takie przysłowie będzie  adekwatne do pogody:"Jesienna słota - kwarta deszczu ,wiadro błota."Czy to dobrze,że pada?Bardzo dobrze,bo właśnie teraz drzewa i krzewy pracują..intensywnie............................... pod ziemią budując większą masę korzeni .Bo w przyrodzie wszystko ma swój czas.Popatrzmy - wiosna to czas kwitnienie ,rozwijania liści ,pracowania ,"na owoc"potem pracowania na  przyszłoroczny owoc ,a potem, to jest teraz na rozrost korzeni.O  ! jakże są zadowolone i drzewa i krzewy z  wody w glebie ,bo dzięki niej mogą pobrać składniki pokarmowe,które bez wody byłyby "niezjadliwe".A przecież na którymś blogu ................było,by zasilić glebę w sadzie jesienią ,jak spadną liście,po zgrabieniu ich,a jeszcze nie spadły.No to co z tym budowaniem korzeni.Ano - to.Korzenie korzystają z nawozu" rzuconego "w sadzie wcześniej,a ten który" rzucimy "niebawem,wykorzystają wiosną.................bo wiecie co?............dwa  ze składników mieszanek nawozowych tj.fosfor i potas przemieszczają się w glebie  z szybkością 1 cm.na miesiąc.A główna masa korzeni włośnikowych,tj.tych mających zdolność "karmienia drzewa" jest na głębokości  około 10,15 cm.Zatem do wiosny i do lata ,akurat tam się przemieszczą posypane jesienią nawozy.A potrzebne będą  Oj ! potrzebne ,bo zarówno fosfor  [ten dla korzeni ] jak i potas [ten dla zawiązania owoców] są systematycznie wykorzystywane i systematycznie winny być uzupełniane.Najwygodniej,przez stosowanie mieszanek specjalistycznych nawozowych służących do nawożenia sadu.Specjalistyczne są do tego stopnia,że inne stosuje się jesienią,a inne wiosną.Ale kto taki perfekcyjny nie jest,może kupić po prostu nawóz mineralny do nawożenia sadu np. FRUKTUS................do nawożenia i wiosną i jesienią.

Czy to wszystko co napisać powinnam?.................o nawożeniu sadu oczywiście.............taka całkiem pewna nie jestem.

Ale teraz cd o Żurawinie.

piątek, 16 października 2015

ŻURAWINA WIELKOOWOCOWA.Jest niewysoką krzewinka ,podobną do borówki wysokiej i podobnie jak ona wywodzi się z Ameryki Północnej.U nas rośnie ŻURAWINA BŁOTNA  i niech rośnie ,  bo jest o wiele smaczniejsza od  wielkoowocowej.Miałam możliwość się o tym przekonać bardzo dawno temu.Bowiem mój sąsiad Stefan uparł się ją mieć na działce,mimo,że poinformowałam go o kłopotliwej uprawie.Szczycił się jak zebrał pierwsze owoce,ale prawie zaraz skomentował ich smak w taki sposób,"a myślałem..............amerykanskie,amerykanskie "kładąc akcent na "n".Było to jak już wspomniałam bardzo dawno temu, a ja ciągle wolę naszą błotną żurawinę i sporządzam ją szybko i niekłopotliwie.Przesmażam ,wymieszane:1 kg żurawiny,1 kg gruszek i 1 kg cukru.Smażę krótko i jeszcze gorące zamykam w słoikach.Teraz właśnie jest na nie pora i z tej przyczyny przepis ten podawałam już wcześnie,ale niedawno.

Jesienią sadzi się krzaki żurawiny  w miejscu bardzo mokrym i bardzo kwaśnym.Czasem ,by sprostać jej potrzebom,daje się izolację na głębokości pół metra,by nie uciekała woda,stąd ta kłopotliwość przed która przestrzegałam  sąsiada.Ponad to jej pędy są prawie płożące i na nich właśnie wiążą się owoce,które dojrzewają sukcesywnie od września do mrozów.Ale te płożące pędy,jednocześnie owocujące szybko "giną w chwastach"............niestety.Z tej przyczyny owoce jej są drogie bo pielenie może być tylko ręczne bowiem nie ma selektywnych  herbicydów,tj,takich które zniszczyłyby tylko chwasty,nie uszkadzając krzewów.Ot - i kłopot.,którego mój sąsiad pozbył się już w następnym sezonie,co nie oznacza,że chcę Państwa zniechęcić do uprawy,jak by na to nie patrzył niespotykanej rośliny.A może warto spróbować?Sam owoc jest większy od naszej rodzimej żurawiny i bardziej wybarwiony,jednak nie tak smaczny.Moim zdaniem ma więcej goryczki,ale właściwości lecznicze podobne.Każda żurawina dezynfekuje przewody moczowe,bo odkleja bakterie  tam się znajdujące.O właściwościach leczniczych i kulinarnych można napisać tyle ile o samej uprawie,zatem już nie dziś.
A jak to się je,takie pieczone jabłko?zapytano mnie przez telefon.Odpowiadam:Łyżeczką,wybierając wszystko z środka.Pozostaje tylko skórka.A czy mogą to być też gruszki?myślę,że tak, byle nie za miękkie.
Ponieważ przypomniałam sobie jakie to właściwości lecznicze  mają pieczone jabłka postanowiłam spróbować....a co tam,nie  mam chorego żołądka  ani jelit więc nie leczyłam się dotychczas  pieczonymi jabłkami,ale jak mówi moja sąsiadka "wszystko przed tobą".A ja mam nadzieję,że może akurat ,to nie.Pieczone jabłka potraktowałam jako deser.Umyłam,wydrążyłam środki ,robiąc spory otwór w jabłku i wsypałam  tam łyżeczkę rodzynków i wstawiłam do piekarnika na 20 minut.Jabłka zmiękły i rodzynki także,a do tego powiększyły  swoją objętość.Po wyjęciu ,wlałam  do środka po łyżce miodu.Ależ to jest pyszne.Musi być jednak ciepłe,bo jedno jabłko pozostawiłam do wystudzenia,ale już tak dobre nie było. Deser ten zasmakuje każdemu ,ale dzieciom w szczególności.Jabłka są tanie i miód też nieco tańszy jak w roku ubiegłym.I tak myślę,że wkład   może być różny niekoniecznie rodzynki,może być jakiś inny suszony owoc np .żurawina,o której dziś poinformuję,jak uprawiać,ale przed tym,można przecież kupić suszoną.Nie wiem jak sprawdziłyby się kawałki czekolady w jabłku?To dzieciom smakowałoby z pewnością.
Na dzień doby dziś :takie sobie przysłowie:"Koń gospodarza pijaka,zna każdą karczmę."A to drugie .,takie:"Zbytnia pewność siebie,staje się zwykle przyczyną wielkiej klęski".Treść przysłów wybrałam przypadkowo,nic nie mając na myśli.

Ale zanim przejdę do części sadowniczej.......................